N24022019

AktualizacjaŚr, 20 Lut 2019 10am

Back Jesteś tutaj: Start Turystyka Kategorie Ekstremalnie Bieszczady w PRL-u

Bieszczady w PRL-u

Bieszczady w PRL-u 500szerKsiążka Krzysztofa Potaczały to zbiór reportaży o Bieszczadach przedstawiających zdarzenia i postaci, które zapisały się w historii tego regionu Polski w ciągu 40 lat panowania władzy ludowej. W większości mało znane historie i anegdoty oparte na dokumentach i wywiadach ze świadkami tamtych czasów. To właśnie te relacje, obok zbioru archiwalnych zdjęć, stanowią o szczególnej wartości tej książki. Czy ktoś wie, że w Ustrzykach stał pomnik Stalina? Jak rządził Bieszczadami pułkownik Doskoczyński, jak budowano rządowe wille i hotel w Mucznem, jak dygnitarze polowali na bieszczadzkie niedźwiedzie, jak radzono sobie z plagą wilków? A oprócz tego łowcy węży i górale, zmiany nazw wsi i zima stulecia, wiece przyjaźni i strajki, tajemnicze mogiły i ośrodki rządowe i wysiedlenie mieszkańców Soliny przed budową zapory. 21 barwnych opowieści splecionych losami nietuzinkowych postaci, spisanych barwnym językiem, oddającym realia tamtych czasów. Świetna lektura dla każdego, kto lubi „historie z tamtych lat” i ciekawią go bieszczadzkie dzieje.

(...) W bazie ZBL w Smolniku nad Sanem stuosobowy barak zaczął trzeszczeć pod naporem śniegu. Ludzie spali z jednym zamkniętym okiem, bo nikt nie był pewny czy za chwilę na głowy nie runie cała nadwerężona konstrukcja. Codziennie wczesnym rankiem robotnicy wspinali się na dach i zrzucali śnieg, by przed południem stwierdzić, że znowu zasłany jest grubą, ciężką pierzyną. Regularne zwalanie spowodowało, że po paru dniach długi na kilkadziesiąt metrów budynek utonął w śnieżnej powodzi, a jedynym widomym znakiem, że tli się w nim życie, był snujący się z kominów dym. Do ustępów chodzono wydrążonym łopatami wąskim tunelem, zaś do składu z opałem i do studni po specjalnych pomostach zbijanych z desek, układanych na zaspach i każdego dnia podnoszonych wyżej, gdyż niebo nie chciało się zlitować i nieprzerwanie bombardowało Bieszczady coraz to nowymi masami białego puchu. Pierwszy zauważa niedźwiedzia Pepera. A więc zwierz zanadto się poprzedniej nocy nie najadł, nie czuje się obżarty,
woli smakować końskie delicje po kawałku. Jaroszewicz jeszcze nie wie, że oto nadchodzi jego czas, że wreszcie będzie mógł przytknąć lunetę do oka, nacelować krzyż na komorę ucztującego i wypalić ze sztucera. Pepera lekko trąca gościa, szepcze mu do ucha. Pozostali na strychu też już wiedzą. I widzą – niedźwiedź jest potężny, ostrożnie podchodzi do nęciska, na chwilę zatrzymuje się, znów podchodzi. Kiedy premier uspokaja oddech i ma się złożyć do strzału, zwierz nieoczekiwanie robi w tył zwrot i znika za stodołą. Konsternacja. Co robić? Cierpliwie czekać czy odpuścić? Władysław Pepera jest wytrawnym myśliwym, obyczaje dzikich zwierząt ma w małym palcu, proponuje więc pozostać w kryjówce. Dochodzi dwudziesta druga, Jaroszewicz spogląda na zegarek i oznajmia: „Do północy”. Wie, że trzeciej zasiadki nie będzie, gonią go sprawy służbowe, nazajutrz musi być w stolicy.

Na skróty...

Wiadomości

Magazyn

  • Promocja
  • Czy wiesz, że...
  • Magazyn Policyjny

Sport

  • Żużel
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Tenis

Turystyka

  • Bieszczady
  • Dalekie Wyprawy
  • Podkarpacie

Kultura

  • Książki
  • Muzyka
  • Kino
  • Promocje

Zdrowie

  • Pierwsza Pomoc
  • Zdrowie i Urodai 
  • Poradnik

Regulaminy

  • Regulamin
  • Regulamin
  • Regulamin
  • Regulamin

Administracja